Holandia

Podczas pobytu w Berlinie Światek zaczął namawiać mnie na wizytę w Holandii – argumentował tym, że nie musimy lecieć samolotem bo są pociągi, w dodatku bezpośrednie, jadące do Amsterdamu około 6 godzin, a przecież on tak bardzo kocha podróżować pociągiem! Poza tym wspomniany wcześniej Banksy i jego wystawa. Długo namawiać nie musiał. Podróży mu przecież nie odmówię.

Pierwszym zaskoczeniem po wyruszeniu z Berlina był dla nas wygląd przedziału dla matki z dzieckiem. Zupełnie nie wyglądało to tak jak w Polsce. Przedział składa się z 4 miejsc, mnóstwa miejsca na bagaże, specjalnej przestrzeni na wózki oraz dużego stolika by większe dzieci mogły np. rysować. Dodatkowo kilkuletnie dzieci otrzymują od konduktora kolorowanki oraz zabawki by nie nudziły się w trakcie podróży.

IMG_1094

Cieszyłam się tym, że podróżujemy właśnie pociągiem, wyobrażałam sobie, że będę podziwiała krajobrazy, których zupełnie nie znam, ponieważ trasę przez Niemcy zazwyczaj pokonywałam drogą powietrzną bądź jadąc autostradami. Wielkie było moje zdziwienie gdy okazało się, że można przejechać ze wschodu na zachód przez cały kraj i nie zobaczyć nic ładnego. Fabryki, hałdy, masa industrialnych budynków – przez całą drogę… Takie potwierdzenie tego, że jest to kraj bogaty i zupełnie nie dla mnie.

Kiedy w końcu zobaczyłam piękną zieleń, rozległe pola i łąki – dostałam sms, w którym T-mobile witał mnie w Holandii;) Mimo, że kraj ten odwiedziłam już kilkukrotnie wciąż wielką przyjemność sprawia mi widok połaci zieleni, które poprzecinane są jedynie wąskimi ścieżkami rowerowymi, stojaków i parkingów na setki rowerów stojących przy każdej stacji, wiatraków i wiktoriańskiej zabudowy. Jest to kraj niesamowicie estetyczny, ładny. Lubię go, choć dość szybko przypomniało mi się uczucie, które nie opuszczało mnie gdy byłam tam po raz drugi, na prawie 2 miesiące – tęskniłam wtedy za dzikością, naturą „nieokiełznaną”. Pamiętam jak poszukiwałam wraz ze znajomymi zwykłego lasu, gdzie nie byłoby betonowych ścieżek a trawa nie byłaby idealnie równo ścięta.

Pierwsze miasto, w którym się zatrzymaliśmy to Utrecht. Miejsce, o którym 3 lata temu napisałam w swoim notatniku tak: „Najpiękniejsze miasto Holandii. Kanały z domeczkami bezpośrednio przy nich. Wychillowani, uśmiechnięci ludzie. Atmosfera jakby śródziemnomorska.”

Pamiętam wrażenia z tamtego pobytu i to co chciałam tymi kilkoma słowami oddać. Po spędzeniu kilku tygodni w Amsteramie Utrecht był szalenie miłym zaskoczeniem. Spokojny, bez tłumów turystów, taki… do życia. Teraz spędziłam tam kilka dni, atmosfery śródziemnomorskiej nie poczułam na pewno – pewnie dlatego, że było zimno i nieprzyjemnie, ale ogólne wrażenie co do miasta pozostało takie samo. Jest niewielkie, ale posiada część zabytkową- ze starym kościołem, brukowanymi uliczkami i kawiarenkami, jest też część typowo „miejska” ze sklepami, biurami i tam życie płynie nieco szybciej.

Jako, że ulubiona formą zwiedzania Światka jest spacerowanie – najlepiej długie, wielogodzinne, miałam okazję przejść to miasto wzdłuż i wszerz, kilkukrotnie, choć oczywiście wiele miejsc wciąż pozostało dla nas nieznanych. ( Światek nie dał się namówić na przemieszczanie typowe dla Holendrów czyli rowerem, choć niejednokrotnie mijały nas mamy z maleńkimi dziećmi w nosidłach czy chustach. Ja…chyba bałabym się wozić tak malucha.)

Nasz przewodnik po Utrechcie pokazał nam to, czego sami z pewnością byśmy nie odkryli – fragmenty parków, w których jednak można jeszcze znaleźć trochę nieujarzmionej natury, meczet, który przykuwa uwagę niebieskimi-neonowymi minaretami, na którego parterze znajduje się restauracja o nazwie „kebab factory” wypełniona klientami po brzegi, dawną dzielnicę czerwonych latarni, gdzie przytułki radości mieściły się na barkach, a która została zamknięta ze względu na domniemany handel żywym towarem oraz wiele miejsc urokliwych bardziej – jak np. kanały z mieszkaniami na barkach, lub mniej – jak Utrechckie blokowiska.

Kolejnym miastem był oczywiście legendarny Amsterdam. Miasto,w którym spędziłam w ostatnich latach wiele dni i które poznałam na nowo. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od NDSM – miejsca, w którym kiedyś znajdowała się stocznia. Zapamiętałam je jako totalnie dzikie, pełne hangarów, trochę artystyczne – trochę zapuszczone. Sztuka mieszała się tam z totalnym syfem, pobitymi szybami, starymi, zdezelowanymi samochodami i ohydnymi graffiti. Poza tym była to najlepsza lokalizacja na bezpłatne zaparkowanie auta – wystarczyło wskoczyć na prom i było się w centrum miasta.

Teraz to miejsce zupełnie zmieniło swoje oblicze – pełne jest szklanych biurowców, jednokierunkowych uliczek i wyznaczonych parkingów. Syf zniknął, hangary i klimat w znacznej części też. Pozostał jeden budynek stoczniowy, w którym nadal mieszkają i tworzą artyści…dość alternatywni. Trafiliśmy m.in. na wystawo-performance „barbie peepshow”. Po wrzuceniu 2 euro odsłaniało się okienko (podobno przez takie same podgląda się prawdziwe panie w dzielnicy czerwonych latarni) a tam mieliśmy zaprezentowane szaleństwa w wykonaniu lalek barbie. Bardziej było to śmieszne niż niesmaczne. Tych, których skusiło naciśnięcie guzika „barbie pee” czekała niespodzianka w postaci wody lejącej się na jegomościa z góry…nie wgłębiając się w szczegóły – z barbiePo opuszczeniu NDSM promem (pierwszy rejs Świata!),

IMG_1126

dopłynęliśmy do Central Station (dworca głównego Amsterdamu) i stamtąd ruszyliśmy przed siebie – główną ulica prowadzącą pod ratusz (dawny pałac królewski przed którym za dnia można podziwiać mimów oraz pokazy ulicznych sztukmistrzów), połaziliśmy po dzielnicy czerwonych latarni oraz zwiedziliśmy dzielnicę muzeów – tu odwiedziliśmy wystawę Banksiego i Andiego Warhola, ponieważ Van Gogha, Rembrandta i innych Holendrów postanowiliśmy zostawić sobie na starsze lata 😉

IMG_1192

IMG_1170

Hmmm…. nie wiem jak określić swoje wrażenia po tym pobycie. Kiedyś Amsterdam absolutnie mnie zachwycał, wydawał mi się mekką hipisów, miastem wolności…a teraz miałam wrażenie, że jest przesycone głośnymi, nachalnymi, pijanymi/naćpanymi turystami. Nie czułam w nim ducha Holandii zupełnie. Dzielnica czerwonych latarni, miejsce, które kiedyś wydawało mi się czymś wartym odwiedzenia, jakoś tam interesującym teraz najzwyczajniej w świecie budziło niesmak i wywoływało myśli o tym jak straszny jest los tych kobiet. Z pewnością jest to miasto, które nie jest pozbawione uroku – zabudowa jest piękna, stara, kanały to coś dla naszej architektury nietypowego – miło spaceruje się po małych mosteczkach czy siedzi nad wodą,poza ścisłym centrum można trafić na klimatyczne restauracje czy kawiarenki z pysznym jedzeniem, poleżeć na trawie, odpocząć.

Bardzo mieszane mam uczucia… We wspomnianym już notatniku pisałam o tym mieście tak „ Kiedy byłam tu po raz pierwszy Amsterdam wydawał mi się pięknym, spokojnym lecz zwyczajnym miastem. Podobała mi się zabudowa, atmosfera, ale pobyt tam nie był dla mnie jakimś wielkim przeżyciem, szokiem. Miasto jak wiele innych. Do teraz – gdy miałam okazję pobyć w nim nocą. Wczoraj doświadczyłam pierwszy raz hojności, otwartości i spontaniczności Holendrów – gdy robiłam dla nich fire-show. Każdy ze mną rozmawiał, uśmiechał się. Poznałam wielu ludzi, odwiedziłam jeszcze więcej miejsc- ciekawych barów, coffe shopów. Cały pobyt był przeżyciem mistycznym, kosmicznym.”

Po przeczytaniu wrażeń sprzed kilku lat i zestawieniu ich z obecnymi nasuwaja mi się dwa wnioski – albo się postarzałam( a może dojrzałam;), albo to miasto trzeba zwiedzać bez dziecka 🙂 !

A i jeszcze taka notatka z marginesu pamiętniczka „ Jest to miasto bardzo sprzyjające romansom. Atmosfera na ulicach jest jakby nasączona feromonami. Polecam pojechać tam singielkom !”

Na każdym kroku widać, że to z czego słynie Holandia nie jest bajką czy wymysłem a obecnym w życiu faktem – tyczy się to wszechobecnych rowerów, powszechnych wiatraków i tulipanów, ale również zapachu marihuany w powietrzu czy homoseksualnych par okazujących sobie czułość. Podoba mi się to, że mieszkają tam ludzie tak tolerancyjni, otwarci, którzy nie walczą ze sobą, nie toczą ciągłych sporów a żyją wspólnie, w harmonii. Mniam ❤

Ps. Warto pamiętać o tym, że to monarchia – szacun dla króla musi być, jeśli zabłądzicie na jakiejś plaży to nie ważcie się przypadkiem budować zamku z piasku bo jest to surowo zabronione ( są nawet znaki, które o tym mówią) i nie zapomnijcie objeść się stroop wafli!

Czy macierzyństwo rzeczywiście wywraca świat do góry nogami?

Kiedy byłam w ciąży często słyszałam, że po urodzeniu dziecka moje życie stanie na głowie, że wszystko się zmieni, przewartościuje, będzie wielkie booom a moje dotychczasowe życie rozpłynie się jak bańka mydlana. Podróżować nie będę na pewno, no bo jak z takim małym dzieckiem? Festiwale? Zapomnij o festiwalach w tym roku. Miałam przed oczami wizję jak to wielka i obolała siedzę tygodniami w domu, bujam w kołysce dziecko i patrzę na wszystkich szczęśliwych ludzi za oknem. (Dobra,dobra. Jasne, że nie za oknem – na fejsbuczku 😉 ) Czytaj dalej

Światek w Krakowie czyli o podróżowaniu z niemowlakiem. Odcinek „Pociąg”.

Ostatnie dwa miesiące są czasem „rzeczy pierwszych”. Światek poznaje świat, doświadcza coraz to nowych rzeczy, coraz więcej umie. Ciekawe to i fascynujące. Całkiem podoba mi się perspektywa, że przed nami szykują się takie właśnie lata. Cieszy mnie bardzo to, że teraz podróż pociągiem nie jest tym czym była, czyli… „ojeeeejjj znooooowu muszę jechać 5 godzin w  pociągu, który na pewno będzie miał opóźnienie, poza tym nuda i śmierdzi” ale przygodą połączoną nawet z ekstremalnymi emocjami „ ojaaaa!!! Do odjazdu 20 minut!Światek wrzeszczy głodny i wisi przy cycu a taksy jeszcze nie ma! jak ja spakuję ten wózek??? ło matko korki!! Aaaa!!! Nie ten peron. Gdzie winda? Gdzie winda???!!!! O jest pomoc! Panie w pomarańczowej kamizelce przeprowadź nas przez tory! Haaalo! Czy ktoś mógłby pomóc mi wsiąść? Dzięki. Dzięki. Dzięki. O jest miejsce. Ufff siedzimy. A walizka? Pomoże pan z walizką? Ok. Dzięki. To jeszcze tylko wózek? Dzięki. Ufff Orff ehkmm sap sap. Ruszamy.” Miarowy szum wydawany przez pociąg usypia Świata. Usypia też mama. Do Krakowa jadziem!

IMG_1051

Czytaj dalej

Co u nas.

Światek skończył 5 tygodni. W tym czasie wydoroślał bardzo, zmężniał, nabrał odwagi postanowiliśmy więc  wyruszyć w pierwszą podróż, która miała wykroczyć poza Wielkopolskę.

Za cel obraliśmy sobie  Warmię i Mazury.  Rejon, który uważam za jeden z najpiękniejszych w Polsce.

Obawiałam się kilkugodzinnej jazdy samochodem z takim Maluchem – jak się okazało, zupełnie bezpodstawnie. Światek zapada w sen zaraz po odpaleniu silnika i budzi się gdy docieramy do celu. Czyżby dziecko stworzone do podróży?

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od Iławy i odpoczynku nad najdłuższym polskim jeziorem – Jeziorakiem. Tam Światunio grillował, spacerował nad jeziorem (w chuście, co totalnie uwielbia!), pierwszy raz spał w drewnianym domku i pokazywał komarom, że zupełnie się ich nie boi!

DSC_0212.JPG Czytaj dalej

Świat się kręci!

3 tygodnie za nami!
Zaczynam osiągać mistrzostwo w niepisaniu. Najpierw był ciążowy mózg, później brak sił…a teraz brak czasu i (uwaga, uwaga!) zakwasy rąk i dłoni.
Pierwsze dni ze Światkiem były wypełnione totalnym rozpływaniem się nad nim, ochami i achami ❤ Poporodowa adrenalina trzymała, sił miałam co niemiara a dzieciątko cały czas spało. Czas spędzałam na wpatrywaniu się w przedziwne minki jakie robi Światek, tuleniu, głaskaniu. Idylla.

A potem zaczęło się….macierzyństwo 😉

DSC_0724 Czytaj dalej

Nowy Siedmiomilowy!

Ostatnio przedstawiłem się w słowach kilku, a skoro mam być współtwórcą tego bloga warto byśmy poznali się bliżej.

13084316_1720484911499174_667504702_n

Mam na imię Światek i mam 8 dni! Coraz bardziej oswajam się z nową, otaczającą mnie rzeczywistością. Zaczyna mi się nawet podobać co od czasu do czasu kwituję nieśmiałym uśmiechem.

Czytaj dalej